Głód był nie do wytrzymania. Zgięta wpół szłam chwiejnym krokiem za moim bratem. Objęłam się mocno ramionami i skurczyłam chroniąc przed zimnem. Lodowaty wiatr rozwiewał moje włosy, kruczoczarne nie długie loki, a śnieg prószył w oczy, uniemożliwiając widzenie. Przy każdym kroku, wszystkie mięśnie moje ciała drżały z wyczerpania, bólu i zimna. Każdy krok wydawał się tym ostatnim. Jeszcze jeden i się przewrócę. Za każdym kolejnym powtarzałam sobie "Jeszcze tylko jeden, Evangelino. Jeszcze jeden". I w ten sposób z każdym kolejnym krokiem byłam coraz bliżej Stolicy krainy Dennelii, wzniesionego na trzech sąsiednich wzgórzach, otoczonego murem miasta Rellendle.
Starzec, którego przypadkiem spotkaliśmy w wiosce Serdeles powiedział, że zna naszego ojca. Mówił, że nie ma wątpliwości iż ja i Peter jesteśmy dziećmi jakiegoś zamożnego mieszkańca Stolicy o nazwisku Bromus. Wskazał nam drogę i powiedział, byśmy pytali ludzi o tego człowieka. Jak mogłoby zareagować dwoje młodych ludzi, którzy całe życie byli przekonani, że są sierotami? Pozostawieni na pastwę losu, samotni, ubodzy i zdani tylko na siebie wzajemnie? Ruszyliśmy do Dennelli. Jakkolwiek to zachowanie wydaje się być nieprzemyślane i pochopne, a nawet głupie, odżyła w nas nadzieja. Zwyciężyła wszystko i poprowadziła nas.
Im bardziej byłam zmęczona, im bardziej dotkliwie dokuczał mi ból, zimno i głód, tym ona, nadzieja, zdawała się rosnąc. Pchnęła mnie dalej, zmuszała do każdego kroku. A im bliżej celu byłam, tym większe podekscytowanie i ciekawość czułam. Wyobrażałam sobie jak wbiegam w ramiona wzruszonemu do łez ojcu. On śmieje się i przytula mnie do siebie. Chociaż nigdy wcześniej się nie widzieliśmy, cieszyliśmy się na swój widok. Chociaż matka mówiła, że porzucił nas jeszcze przed naszymi narodzinami, nie czułam gniewu. To mój ojciec. Nakarmi mnie, ogrzeje, pokocha. Obcy starzec dał mi nadzieję, a ona każe mi wierzyć.
W końcu jednak kolana ugięły się pode mną i na pół z jękiem, na pół z westchnieniem, przewróciłam się wpadając do śniegu. Upokorzona, podparłam się na roztrzęsionych rękach i usiadłam na piętach. Dłonie szczypały mnie niemiłosiernie po tym jak dotknęłam zimnego śniegu. Czułam mdłości,ale mój żołądek był pusty, przez co męczyłam się jeszcze bardziej. Po raz kolejny zastanowiłam się, który dzień już idziemy, który dzień już nic nie jadłam. Mimo wszystko cieszyłam się, że przewróciłam się dopiero po raz pierwszy... Albo to był już dziesiąty?
Peter odwrócił się i przyklęknął przede mną. Spojrzał na mnie swoimi ciepłymi brązowymi oczami, ale nie odezwał się. Nie potrafiłam rozróżnić czy jest na mnie zły, czy raczej się martwi. Na jego twarzy zawsze malowała się troska.
- Nic mi nie będzie - powiedziałam z trudem łapiąc oddech - Potrzebuję tylko chwili odpoczynku.
Smutno pokręcił głową. Wyglądał jakby też miał za chwilę zemdleć.
- Nie możemy, Evangelino. Jest za zimno - powiedział - Jesteśmy już blisko.
Wiedziałam to. Widziałam już Dennellię i zdawało się, że od celu dzielą nas już tylko jakieś trzy kilometry. To przecież tak niewiele. A mimo to nie dawałam rady. Czułam się, jakby mój żołądek pożerał mnie od środka, wysysał ze mnie energię. Przestraszyłam się, że ta czarna dziura pochłonie również tę nadzieję, moją przewodniczkę. Popatrzyłam błagalnie na brata.
- Jestem tak bardzo... bardzo głodna - wymamrotałam, chociaż wiedziałam, że i tak nie ma mi co dać, a wypowiedzenie tych paru słów kosztowało mnie więcej energii niż mogło by się wydawać.
- Wiem, ja też. Przed chwilą myślałem nad tym by cię zjeść.
- To nie jest najlepszy czas na żarty. Umieram!
- Kiedyś mówiłaś, że chcesz się śmiac w ostatniej chwili swojego życia. Spełniam twoje życzenie.
- Dzięki, że już we mnie zwątpiłeś. Wcale nie umieram. Po prostu... po prostu nie mam siły, by dalej iść.
Peter zerknął przez ramię na miasto.
- Proszę, Evangelino. Tam na pewno ktoś da nam coś do jedzenia. Znajdę miejsce, gdzie będziesz mogła odpocząc - obiecał - Ale chodźmy.
Już miałam powiedzieć "To idź" i kazać mu, by mnie tu zostawił i sam dotarł do Stolicy, ale wtedy przypomniałam sobie, że przecież tam czeka ojciec. Po co jakiś na pół ślepy starzec miałby nas okłamywać? Mój ojciec tam jest. Pewnie zostawił nas, bo miał ważny powód. Pewnie żałuje tego codziennie. Pewnie co noc wyobraża sobie, jakby to było gdyby nas nie zostawił. Marzy o tym, by spotkać swoje dzieci i podarować im miłość. Marzy by odwdzięczyć im się za te wszystkie lata, kiedy same próbowały przetrwać. Jeśli to prawda, nie mogłabym go przecież zawieść. Musi zobaczyć swoją córkę. Musi być dumny z tego, że nie poddała się i resztką sił dotarła do miasta, tylko dla siebie i dla niego. Nie mogę tego zepsuć. To tylko głupi głód, skarciłam się w myślach. Głupie zimno. Głupia słabość. Tak. Głupie. Ale bardzo ograniczające...
Chociaż mroczki tańczyły mi przed oczami, a świat wirował na około mnie, podniosłam się z trudem. Każdy silniejszy podmuch wiatru zdawał się, próbować ponownie zrzucić mnie na zaśnieżoną ziemię. Co gorsza, powoli zaczynałam tracić świadomość. Przypominałam sobie, jak na początku wędrówki mówiłam Peterowi, że będę biec przez całą drogę i jedyne co mnie zatrzyma to silne ramiona ojca. To tylko wiatr, zimno i głód. Nie ramiona ojca. Wiatr, zimno i głód nie może mnie zatrzymać.
Peter wstał powoli i chwycił mnie za ramię, pomagając odzyskać równowagę.
- Damy radę - powiedział - To kawałeczek w porównaniu do tego, co przeszliśmy.
Spojrzałam na niego zamroczonym wzrokiem.
- A ty jak się czujesz? - zapytałam. Głupie pytanie. Oczywiście, że czuł się fatalnie. Po prostu nie chciałam, by myślał, że jestem aż tak słaba.
Uśmiechnął się tak, jakby miał za chwilę zgiąć się w pół i zwymiotować.
- Za chwilę zamarznę. Więc ruszmy się, błagam - odparł. Pochylił się wbijając wzrok w ziemię. Objął moją dłoń i zaczął ciągnąc do przodu.
Kusiło mnie, żeby poprosić go, by zaniósł mnie na rękach i by puścił mnie dopiero po to, by przekazać mnie ojcu. Ale nie chciałam stracić dumy, satysfakcji, że pokonałam tę całą odległość na własnych nogach. Poza tym wiedziałam, że nie tylko ja źle się czuję. Jakkolwiek mocno tego pragnęłam, nie mogłam go tak wykorzystać.
Ale jednak spełniło się moje marzenie. Tak bardzo byłam wściekła i sfrustrowana, gdy po raz kolejny przewróciłam się i już nie dałam rady się podnieść. Ale nie miałam siły, by chociaż uderzyć pięścią w ziemię, czy skarcić samą siebie za bezsilność. Powinnam być silna. Kiedy tylko Peter bez słowa wziął mnie na ręce, pokryta białym śniegiem, rozległa i pagórkowata łąka przemieniła się w czarną, bezkresną otchłań, a ja nawet nie próbowałam się przeciwstawiać jej dziwnemu i niezwykle silnemu przyciąganiu.
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział się podobał :) Komentujcie, proszę :)
Princess Cassandra
Ciekawie się zaczyna, z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :)
OdpowiedzUsuńWspaniale zapowiadająca się historia, z nutą niewiedzy. Szczególnie spodobało mi się to, że bohaterów i podstawowe informacje dokąd zmierzają poznajemy w swoim czasie. Uwielbiam takie historie! Coś czuje, że Evangel (ina) *Mogę tak mówić?* zbyt rozmarzyła sobie wygląd ojca. To naprawdę źle, bo kiedy okaże się złudna prawda, będzie jej niebywale przykro.. Myślę że to było celowe, chociaż może poszłam nie tą drogą...
OdpowiedzUsuńWszystkie te nazwy miast, są rodem ze starych elfijskich opowieści (przynajmniej tak to sobie wyobraziłam) co bardzo mnie uszczęśliwia i nadaje dobrany klimat.
Co do tła: Sama bawiłaś się w CSS? Pasek na dole który prześwituje jest piękny i podoba mi się ustawienie obrazków na lewą stronę.Jakoś przeżyje ten różowy..
Co do czcionki; nie uważasz iż za gruba?
Spokojnie nie przeszkadza w czytaniu! Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do chudszych >.<
Czekam na 2 rozdział! Jak ty możesz pisać w takie gorąco? Podziwiam Cię...
~Blue~
ŚWIETNE! :D czekam na kolejny rozdział ><
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba :")
OdpowiedzUsuńWkradło się kilka błędów, ale reszta jest bez zarzutu. Na początek poznajemy tylko małą część historii, za co masz ode mnie dużego plusa. Czytelnik od razu zaczyna się zastanawiać o dalszych losach. Co do bohaterki, wydaje się bardzo naiwna, lecz mam wrażenie, że pójdzie po rozum do głowy i się otrząśnie. Możesz też poszerzyć pasek po prawej stronie, nie wygląda to estetycznie.
Czekam na kolejny rozdział! Pozdrawiam i życzę dużo weny :*
Witam!
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie, wiec myślę, że zostanę tu na dłużej ^^ Bardzo ciekawie piszesz, nie wyłapałam większych błędów, oprócz jednego powtórzenia "Zwyciężyła wszystko i poprowadziła nas.
Prowadziła nas cały czas." ale to szczegół ;)
Czekam na kolejne fragmenty z niecierpliwością :D
Pozdrawiam i życzę duużo weny :3
Aha i mówiłaś, że chętnie poczytasz naszą twórczość, więc proszę - http://dziejelivani.blogspot.com/ Mam nadzieję, że Cię zainteresuję :D
Zapowiada się naprawdę świetnie! Masz kilka drobnych błędów (spacja, przecinek nie tam gdzie trzeba), ale to można łatwo poprawić. Fabuła naprawdę wciąga. Przeczytałam najpierw rozdział, a potem notatkę o historii, więc z jeszcze większą niecierpliwością czekam na dalszą część! Całość masz napisaną ładnie i estetycznie (nawet sobie nie wyobrażasz, jak to ułatwia), a przy tym trafiłaś idealnie w mój gust :) Mam na co czekać w wakacje!
OdpowiedzUsuńA jakbyś chciała, podaję link do mojego bloga:
herosi-sie-nie-poddaja.blogspot.com
Jak na razie bardzo mi się podoba. Moja rada - dodawaj akapity. Taki mały odstęp na początku linijki ułatwia czytanie, przynajmniej mi. Ciekawi mnie wątek Przekleństwa Evangeliny. Miło byłoby dowiedzieć się czegoś więcej o jej bracie. :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, życzę weny.
Początek historii zaciekawia. Przyznam, że po przeczytaniu opisu, pomyślałam sobie "To nie moje klimaty, te średniowiecze mnie odstrasza...". Lecz po zaznajomieniu się z pierwszym rozdziałem, zmieniłam zdanie, z chęcią poczytam dalej :)
OdpowiedzUsuńRzuciło mi się w oczy kilka błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, ale jest ich niewiele. Pamiętaj, że przed imiesłowami przysłówkowymi współczesnymi (chroniąc, wpadając, łapiąc) wstawiamy przecinek. To chyba najczęstszy błąd :)
Pozdrawiam i życzę dużo weny,
Addie Della Robbia
ciemna-strona-dobra.blogspot.com
Zapowiada się bardzo ciekawie! I oby było tak dalej ^^
OdpowiedzUsuńHej, hej :)
OdpowiedzUsuńTaak, trochę mnie na bloggerze nie było, dlatego dopiero teraz jestem :c Ale przynajmniej jestem XD
Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak się ucieszyłam, gdy mi napisałaś o nowym blogu *___* (Chociaż dalej ubolewam ze względu na zakończenie poprzedniego, bo... Batman!)
No i cóż... Już pierwszy rozdział mnie zaciekawił :D (A jakżeby inaczej, chyba wszystko, co napiszesz potrafi mnie zaciekawić :D) Fantasy... No i świetnie! :D
Evangelina chyba nie powinna robić sobie takich wielkich nadziei co do ojca, bo pewnie coś będzie z nim nie tak :<
No dobra, co ja tu będę jeszcze narzekać, idę czytać dalej! :D
PS.: Przy okazji zapraszam do siebie, czytasz jeszcze? c:
arrowtales.blogspot.com | fieryknife.blogspot.pl